Biuletyn Informacji Publicznej

P a n i    Z i m a

Pewnego styczniowego dnia przyszła pani Zima i miała bardzo srogą minę (usta ściągnięte w dzióbek, brwi zmarszczone). Groźnym wzrokiem spoglądała dookoła (język krąży dookoła otwartych ust) i nieprzyjaźnie zacisnęła swe usta (wargi mocno zwarte i ściśnięte – czerwień wargowa niewidoczna). Zaraz potem na dachach domów pojawiły się długie, lodowe sople. (języki wywinięte jak najdalej na brodę- robimy kilka sopli). Wszędzie wokół wiał bardzo silny, porywisty wiatr (długo dmuchamy silnym strumieniem powietrza). Nawet grube gałęzie potężnych drzew, kołysały się na wietrze (języki wędrują  od prawego do lewego kącika ust). Wszystkie, bez wyjątku, ptaki pochowały się do swoich dziupli. (usta szeroko otwarte- dzieci robią kilka dziupli – dla różnych gatunków ptaków - dla sikorki, dla sroki, dla wróbelka). Zwierzętom i ludziom było bardzo zimno (wargi robią brrrr - wibracja warg). Niektórzy próbowali się rozgrzać chuchając (chuchamy na ręce) lub popijając gorącą herbatę.

Kiedy wiatr nieco ucichł, z nieba sypnął biały śnieg – płatki powoli spadały na ziemię (czubek języka kilkukrotnie wędruje do podniebienia i na dół jamy ustnej - od górnego do dolnego wałka dziąsłowego, broda pozostaje nieruchoma). Dzieci podziwiały piękne, okrągłe, białe śnieżynki, które można było łapać w locie językiem (naśladujemy łapanie śnieżynek językiem - wysuwamy wyprostowany język  i cofamy w głąb jamy ustnej, starając się nie dotykać nim zębów). Dookoła zrobiło się biało, jakby świat przykryła kołderka ze śniegu (staramy się szerokim językiem nakryć widoczne w szerokim uśmiechu górne zęby). Dzieci lepiły śnieżki (kilkukrotnie nabieramy powietrze w policzki, aby buzia była okrągła jak śniegowa kulka). Turlając trzy kulki po śniegu (język krąży dookoła buzi przy zamkniętych wargach - trzykrotnie ze zmianą kierunku) zrobiły wielkiego śniegowego bałwana. Potem pobiegły z sankami na górkę i ustawiły je na szczycie (czubek języka ustawiamy na wałku dziąsłowym za górnymi zębami – buzia uchylona), po chwili sunęły z górki na sankach, śmiejąc się radośnie. (czubek języka przesuwa się po podniebieniu w kierunku gardła – można „zjechać” wielokrotnie)  Nadejście pani Zimy miało więc też dobre strony.